Różnica czasu (6 godzin Wawa / New York) nadal daje o sobie znać... Ponieważ wczoraj zasnęłam około 18tej - dziś obudziłam się około 3ciej i niecałą godzinę później ruszyłam na pierwsze zwiedzanie. Zupełnie bez planu, na zasadzie 'zobaczymy, gdzie trafię", trafiłam całkiem nieźle...
Uliczki w Chelsea:


7th Avenue, w oddali światła Time Square









Wychodząc na spacer założyłam, że wczesne poranki są bezpieczniejsze od późnych wieczorów. Nic bardziej mylnego. Zawsze znajdzie się jaki smętny łowca, dla którego samotnie spacerująca kobieta to dziwoląg / ujma na męskim honorze / cel.
Hello, what is your name? Where are you from? Do you like New York? Its very beautiful, isn't it? Do you want a cigarette? W takich sytuacjach staram się być bardzo uprzejma, choć nie zawsze mi się to udaje...
Niektórym przypadkom wystarcza "nie, dziękuję", czasem trzeba wyrazić się bardziej dosadnie ;-) Dziejszy okazał się bardzo wytrwały. Szedł za mną, czasem równolegle, po drugiej stronie ulicy, wyprzedzał mnie, żeby potem przyjść z naprzeciwka "oh, znów się spotykamy,
what is your name?", aż w jakimś momencie WLAZŁ MI W KADR!
Nie wytrzymałam i wygłosiłam przemowę. O słuchaniu, kiedy ktoś powtarza "nie", o szanowaniu innych osób i o tym, ze jak ktoś obywa się bez towarzystwa to widocznie właśnie tego chce... Facet zbaraniał a potem stwierdził "
Okay, I understand, I am sorry". Nie wiem, czy na pewno
understand, ale jedno pewne - zszedł mi z oczu...


Hmmm.. miałam ambitny plan żeby jutro (tzn. - juz dzisiaj) powtórzyć poranny spacer (tym razem w nieco innej okolicy), ale ponieważ minęła północ, a ja ciągle nie śpię - mój wewnętrzny zegar chyba się wyregulował. Czyli nici z oglądania wschodu słońca nad Brooklynem...